niedziela, 6 listopada 2011

60-tka FSO czyli "veni, vidi, vici"

 
Dziś nieco inna tematyka niż ostatnio, nieco przyjemniejsza aczkolwiek też nie całkiem.

Z okazji 60-tej rocznicy uruchomienia produkcji w zakładach FSO wybrałem się na imprezę z tejże okazji.
Początek nie był fajny. Zajechałem pod Pałac Kultury gdzie miała odbyć się wystawa samochodów i fotografii. Parking oczywiście płatny i zapchany, ale dobra. W środku mega kolejka po bilety.
O ile wystawa miała zostać otwarta o 12-stej to przed 13-stą nadal nie dało się jej obejrzeć.
Okazało się że trawa "część oficjalna" dla zaproszonych VIPów i nie można wejść.
Gdy już zaczęli wpuszczać oczom mym ukazał się obraz nędzy i rozpaczy, małe zatłoczone pomieszczenie kilka samochodów, z czego wszystkie poza dwoma zardzewiałymi Polonezami znałem już z muzeum przy Filtrowej, ogladać się nie dało bo pomieszczenie jak na taką ekspozycję było stanowczo za małe i zbyt wypełnione FSO-wskimi emerytami wspominającymi między sobą dawne czasy.
Generalnie ciekawsze eksponaty stały na parkingu przed PKiN'em niż w środku.
Jedno z najgorzej zainwestowanych 12zl w życiu...

Druga część imprezy odbywała się na parkingu pod FSO, tam było co oglądać zjechało się mnóstwo samochodów za równo polskich jak i demoludowych i zachodnich.
O 14-stej emerytowany dyrektor FSO wygłosił przemówienie w którym wyjaśnił realną sytuację fabryki - wbrew pogłoskom nie jest sprzedana, wyprzedają to co nie jest w obecnych czasach potrzebne do produkcji samochodów - narzędziownie itp. to co jest potrzebne zostaje i czeka na inwestora. Oprócz tego ogłosił konkurs na najładniejszą Warszawę zlotu, najładniejszą Syrenę, najładniejszego 125p itd...
Chwilę po przemówieniu z racji tego że zwiedziony słońcem myślałem że jest ciepło i ubrałem się za lekko postanowiłem się ewakuować.
Jakim zdziwieniem było gdy jakieś 30 min później zadzwonił do mnie jeden z organizatorów i zaprosił po odbiór nagrody za najładniejszego 125p zlotu... to już druga nagroda która na zlotach zgarnął mój Fiacior(zdjęcie wyżej) i na prawdę nie wiem dlaczego, znam jego wszystkie niedoskonałości i uczciwie muszę przyznać że stały tam ładniejsze od niego. Ale skoro jurorzy tak stwierdzili nie broniłem się :)
Poniżej mała fotorelacja.




 A tutaj zagadka. Kto do cholery dał tej rzeźbie żółte blachy?
Jak można było usłyszeć od właściciela to wcale nie jest amerykańska wersja na specjalne zamówienie, a rzeźba jakiegoś swoją drogą bardzo zdolnego pierwszego właściciela który chciał zrobić z tego kampera.
Przeróbka wykonana jest bardzo ładnie, widać że człowiek miał talent i wiedział co robi, ale czy tak mocno przerobiony samochód zasługuje na żółte tablice?

























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz